czwartek, 5 listopada 2015

Sobotnie targowe szaleństwo


    Po dwóch spokojnych dniach przyszedł czas na sobotę, która do spokojnych nigdy nie należała, a w tym roku była szczególnie mocno obsadzona przez autorów. Jednak nasz plan został wykonany praktycznie w 100 procentach. Nasz maraton (przed tym krakowskim półmaratonem umknęliśmy dojeżdżając w okolice Targów godzinę wcześniej niż normalnie) rozpoczęliśmy od wizyty u Szczepana Twardocha i podpisaniu Morfiny:


   Następnie ruszyliśmy w odwiedziny do blogerki Ani Grzyb, która przeszła na drugą stronę i podpisywała swoją debiutancką powieść "Życie z drugiej ręki". Jak łatwo przewidzieć nie mogło zabraknąć także innych blogerów (m.in. Anna Nawrot, Marta Kurczyk). A tak wygląda dumna autorka i jej goście:



   W tym momencie uciekło nam spotkanie z panią Ewą Drzyzgą. Jednak nie mogliśmy opuścić spotkania ze zdobywczynią tegorocznej nagrody "Pióro" Czytelniczek na Festiwalu Pióro i Pazur w Siedlcach, Ałbeną Grabowską. Tam też nie mogło zabraknąć wsparcia blogerskiego w postaci AnnRK:




    Oczywistością jest, że nie mogło zabraknąć nas u pani Małgorzaty Gutowskiej-Adamskiej (To już nasze czwarte targowe spotkanie, czyli co roku od 2012 r.):



   Następnie odwiedziliśmy bardzo dobrze nam znaną Karolinę Wilczyńską (znajomość internetowa kwitnie), natomiast było to nasze pierwsze spotkanie w realu. Zaliczamy je do bardzo udanych (a z ciekawostek dodam, że spotkaliśmy się przy wejściu do Expo). Do tego dnia Kasia miała przeczytane wszystkie książki autorki (na Targach zakupiliśmy drugą część Jagodna):



    Kolejną osobą, którą chcieliśmy odwiedzić była pani Krystyna Śmigielska, która podpisywała swoją książkę "Kochanek pani Grawerskiej". Miało to miejsce na stoisku Wydawnictwa Replika, do którego tego dnia zaglądaliśmy nader często:


   Następnym punktem programu było spotkanie z księżmi Adamem Bonieckim oraz Janem Kaczkowskim. Z powodów technicznych udało się tylko z tym pierwszym (drugie na szczęście odwlekło się w czasie):


   Po raz kolejny nie mogło nas zabraknąć u Hanny Cygler, z którą także spotykamy się po raz czwarty. Z racji goniącego nas czasu nie mogliśmy być zbyt długo. Jednak urocze spotkanie zostało uwiecznione na zdjęciu:

    Po odwiedzinach Wydawnictwa Rebis, nasze kroki skierowaliśmy w stronę Saloniku Literackiego, gdzie Wydawnictwo Otwarte zorganizowało spotkanie z niemieckimi autorkami (Nina George, Kathryn Taylor oraz Sofia Caspari):

  






    Jednak dla nas najważniejsza była ta ostatnia, która podpisała Kasi obydwie części Kolibrów. Specjalnie dla nas zeszła z podestu by zrobić sobie taką śliczną fotkę:


   Po tych wrażeniach udaliśmy się na stoisko Księgarni Gandalf, gdzie swoje książki podpisywała Magdalena Kordel. Dla nas podpisywała dwie książki z serii "Malownicze":



    Następnie znów u Gandalfa spotkaliśmy się z panią Sylwią Chutnik i wówczas dowiedziałem się jak moja żona jest sławna w Internetach. Ręce opadły, gdy pani Sylwia przywitała ją słowami: "Dzień dobry pani Kasiu". Ach ten fejm ;) U pani Sylwii nie mogło zabraknąć innych blogerów. Tym razem z nami była Wiola Sadowska znana z bloga Subiektywnie o Książkach




   Kolejny przystanek w naszym maratonie to spotkanie z panią Barbarą Rosiek, która podpisywała najnowszą powieść "ankapióro". Kasi podpisała Kokainę oraz Oddział Otwarty. Niestety nie udało się zrobić fajnego wspólnego zdjęcia. Na szczęście udało się złapać panią Basię (która popiera Szkolne Biblioteki):


    Następnie byliśmy świadkami, jaką popularnością cieszy się Agnieszka Lingas-Łoniewska. Tym razem na stoisku Wydawnictwa Noave Res nie była sama. Towarzyszyła jej pani Anna Dymna, która czytała obszerne fragmenty "Skazanych na Ból". Jak widać na zdjęciach tłumek czytelniczek i słuchaczek był dość spory:




   Rzecz jasna nie mogło zabraknąć świeckiej tradycji, która również trwa cztery lata:

    W między czasie na Targach udało złapać się nam pana Roberta Makłowicza:

    Złapaliśmy pana Ryszarda Ćwirleja:


   I ostatecznie złapaliśmy księdza Jana Kaczkowskiego, z którym było wspólne podpisywanie książki.


   Po tych atrakcjach znaleźliśmy odrobinę oddechu w towarzystwie Katarzyny Zyskowskiej-Ignasiak:


   oraz niezwykle "wypoczętych" blogerek, Katarzyny Sawickiej oraz Agnieszki Tatery (po raz pierwszy spotkanej na żywo:



   Nie mogło odbyć się bez "niebieskiego" zdjęcia (wiem dziewczyny się umówiły, za rok ma być czerwony :P) Taki przedsmak tego, co ma dziać się w Smakołykach wieczorem:


   Po złapaniu oddechu przyszedł czas na kolejne spotkania. Pierwsze z nich to z Moniką Sawicką (po raz pierwszy w realu). Było super. Oczywiście nie mogło odbyć się bez pamiątkowych zdjęć:



    Tuż obok (w sąsiednim boksie) złapałem Marcina Szczygielskiego:


    Natomiast kolejna autorka Monika Orłowska zajmowała zaszczytne miejsce do podpisywania książek. Oczywiście na swoje spotkanie nie przybyła sama, lecz w towarzystwie innej autorki Joanny Sykat:


 




    O godzinie 15.00 rozpoczęło się spotkania Remigiusza Mroza (chyba największy ulubieniec blogerów - co widać po zdjęciach) z czytelnikami. Owe spotkanie miało trwać dwie godziny, a z otrzymanych wieści trwało blisko trzy i pół godziny. I jak go nie kochać:









   Około szesnastej miało być rozstrzygnięcie konkursu manewrów targowych. Korzystając z chwili czasu złapaliśmy autora książki "Rinke za kratami" Rinke Rooyens:


     Oczywiście nie mogło zabraknąć nas tam, gdzie swoje książki podpisywała Izabella Frączyk:


    Jak widać po zdjęciach sobota była poświęcona ściśle określonemu planowi (i większość VIP-ów nie została uwieczniona). Jednak pan Piotr Fronczewski to zupełnie inny wymiar i tam gdzie był on nie mogło zabraknąć nas.



    Tym razem nie spotkaliśmy się z panem Piotrem Zychowiczem, ale uwiecznić go należało ;)


   Do grupy osób, z którymi spotykamy się co roku, należy pan Janusz Wiśniewski, do którego poszliśmy ledwie z trzema książkami:


    Do obowiązkowych spotkań doszło pod koniec dnia. Jedno z nich to z Agnieszką Walczak-Chojecką:



   oraz drugie to ze zmartwioną Edytką Świętek. Jak widać wesoło było ;) Z naszej winy jedna z przyniesionych książek nie została podpisana. Do Edytki zajrzeła także Ejotek



   Pod koniec targowego dnia był panel z Martą Kisiel-Małecką, Anną Kańtoch oraz Jackiem Inglotem:

 



    Gdy już mieliśmy "gasić światło" i udać się do Smakołyków to wpadliśmy na pana Mariusza Szczygła:



   do już prawie wychodzącego Leonarda Patrignaniego:


   oraz znanego z TV Radosław Kotarskiego:


   Kolejnym punktem wieczoru było spotkanie w Smakołykach, na które prawie nie udało się dotrzeć z braku miejsc parkingowych w centrum. Jednak opatrzność czuwała i szczęśliwie znaleźliśmy się na Spotkaniu Blogerów 2015. Łapcie kilka fotek:










   Oczywiście przy okazji spotkania blogerów nie mogło zabraknąć... autorek:







    Tak to już koniec tego szalonego dnia. Ale naprawdę warto było i na pewno znów to powtórzymy (i najlepiej wcześniej niż za rok). Jeszcze tylko niedzielna relacja i oczekiwanie do kolejnych Targów Książki w Krakowie.

niedziela, 1 listopada 2015

Piątkowa relacja targowa


    Jak wskazuje kalendarz po czwartku następuję piątek. Czas na kolejną relację z tego, co działo się w piątek i w czym my sami braliśmy udział.

    Na pierwszy ogień poszły po raz kolejny manewry targowe (organizowane przez Granice.pl). W ich trakcie udało się spotkać panią Ewę Standmulller (jak zwykle otoczoną przez gromadę najmłodszych czytelników):
  


    Praktycznie w tym samym czasie spotkaliśmy (poznanego w zeszłym roku) Krystiana Głuszko, który podpisywał swoją najnowszą książeczkę dla dzieci "Podaj łapkę misiu":


    Podpisując nam książkę, którą zdobyliśmy w zeszłym roku, otrzymaliśmy zaproszenie na spotkanie autorskie z nim w saloniku literackim:



   W międzyczasie spotkaliśmy się z panią Anią Szepielak. To już taka nasza wspólna tradycja aby zawsze i tylko w Krakowie się z nią spotkać (podobno Tarnów to nie jest dobre miejsce na spotkania):



    Przechadzając się targowymi uliczkami natknęliśmy się na panią Beatę Andrzejczuk:

 
     oraz panią Dorotę Segdę:


    Po tych atrakcjach przyszedł czas odwiedzić nasze ulubione tegoroczne stoisko, czyli Wydawnictwo Filia, gdzie odbyło się kilka ciekawych spotkań:

    Magdalena Witkiewicz, Natasza Socha, Liliana Fabisińska (przedterminowe):


    Krystyna Mirek oraz Agnieszka Krawczyk:







  

   Rzecz jasna nie mogło zabraknąć nas na drugim już rozstrzygnięciu manewrów targowych, gdzie Sławomir Krempa robił zdjęcia na wysokościach:


    Jeszcze jedno miejsce było tego dnia bardzo istotne miejsce. Mianowicie stoisko Księgarni Gandalf, gdzie ponownie w tercecie pojawiły się autorki:


   Nie można zapomnieć także o samym Gandalfie, który wyrabiał normę kilometrową:


   Jednak nie tylko wyżej wymienione miejsca była dla nas ważne. Pod koniec dnia spotkaliśmy się jeszcze z panem Wojciechem Mannem:



    oraz z panią Pauliną Młynarską:


   Jak poprzedniego dnia nie mogło zabraknąć miejsca dla maskotek. W piątek prym wiódł ten oto słoń i jego opiekunka z Edycji Świętego Pawła:






  Na tym koniec na piątek. Z tego miejsca zapraszam Was na relację z soboty. Tam dopiero się działo.

czwartek, 29 października 2015

Czwartkowa relacja Targowa


         Dzisiaj mija 7 dni od rozpoczęcia 19. Międzynarodowych Targów Książki w Krakowie, na których mieliśmy przyjemność być i to przez wszystkie cztery dni (po raz trzeci z rzędu).

        Czwartek to dla nas dzień rozruchowy, który poświęcamy na poznanie układu hal, rozmieszczenie stoisk, aby w kolejnych dniach móc pomagać zaginionym duszyczkom odnaleźć drogę wśród tego labiryntu.

          W tym roku zdarzyło się coś wyjątkowego, co nie miało miejsca w latach poprzednich, a mianowicie pokazujące się gwiazdy świata literackiego. Do najważniejszych z nich należały:

           Hanna Krall


          oraz Olga Tokarczuk (laureatka tegorocznej nagrody Nike)


         Przy pani Oldze nie mogło zabraknąć całej rzeszy fanów



         Nas z kolei nie mogło zabraknąć na stoiskach zaprzyjaźnionych ludzi, czyli pobyt na Granicach, Filii, Wydawnictwie Literackim. Dzięki temu, że ludzi jest najmniej w czwartek (poza wycieczkami szkolnymi, które kończą się około godziny 13-14) można spokojnie wziąć udział w konkursach:

         na Granicach (wygrane 4 książki)


      oraz na stoisku Pocketbook (niestety bez powodzenia)


     Nieodzowną częścią Targów są różnego rodzaju maskotki. Tak było i tym razem. Według mnie ciekawy był globus, który jeszcze miał swobodę działań. W późniejszych dniach już tak fajnie nie było:


    Jak nadmieniłem na wstępie był to raczej spokojny dzień. Jednak udało się poznać dobrze układ Targów, by w kolejnych dniach być zwartym i gotowym do pełnego świętowania Targów.

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Najbardziej elektryczna książka roku


Autor: Stephen King
Tytuł: Przebudzenie
Tytuł oryginału: Revival
Wydawca: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: Tomasz Wilusz
ISBN: 978-83-796-1070-9
Stron: 536
 
            „Przebudzenie” jest piątą książką, która została zakupiona przeze mnie niedługo po ukazaniu się na polskim rynku. Taki sam los spotkał Pana Mercedesa, Joyland, Wiatr przez dziurkę od klucza oraz Doktor Sen. Tylko te dwie ostatnie zrobiły na mnie duże wrażenie, ale o tym w osobnych recenzjach.

            Głównym bohaterem „Przebudzenia” jest Jamie Morton, będącym jednocześnie narratorem książki. Opowiada on swoje życie od 6-tego roku życia (czyli 1962) aż do roku 2015. Inną postacią książki jest niejaki pastor Charles Jacobs (nazwana przez Jamiego piątą osobą dramatu). Ich drogi ciągle się przecinają i ma wpływ na ich losy.

            Czytając książkę czułem się bardzo zawiedziony. Niby dobrze się czytało, ale ta historia nijak nie mogła mnie całkowicie wciągnąć. Moje odczucia można porównać z innym bohaterem powieści Stephena Kinga – Mrocznej Wieży, z Jackiem, który w pierwszym tomie wspomnianej sagi wypowiedział takie słowa do Rolanda: „Więc idź, są światy inne niż ten”. W tym kontekście ja czuje się jak Jack a King mógłby być Rolandem, do którego można powiedzieć: „Więc idź, są czytelnicy inni niż ja”.

 

            W powieści tej czuje się, że jest za mało Kinga w Kingu. Może nie jest fair ocenianie jednej powieści przez pryzmat całej twórczości, jednak mam prawo od pisarza (mistrza) wymagać więcej od innych, wszak to on mnie zauroczył wiele, wiele lat temu, takimi tytułami jak Bastion, To, Lśnienie. W tej powieści nie czuć tego klimatu, a przez to czuję ogromny niedosyt.

 

            Czy odradzam czytanie „Przebudzenie”. Na pewno nie, ponieważ uważam, że każdy powinien wyrobić sobie zdanie na temat książki. Mi się nie podobała, ale może komuś innemu się spodoba i dzięki temu rozpocznie swoją przygodę ze Stephenem Kingiem. Czy rozstaje się z mistrzem. Oczywiście, że nie. Znów 3 czerwca udam się do księgarni, gdzie będzie nowa powieść Kinga, a ja pełen nowych nadziei.

 

Ocena: 3/10

 
Zapraszam także na:

sobota, 29 listopada 2014

Bliscy nieznajomi



Autor: Magdalena Zimniak
Tytuł: Białe róży dla Matyldy
Tytuł oryginału: -
Wydawca: Prozami
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: brak
ISBN: 978-83-637-4214-0
Stron: 295
 

            Jest to moje pierwsze spotkanie z prozą pani Magdaleny Zimniak, laureatką tegorocznego Festiwalu Literatury Kobiecej w Siedlcach w kategorii Pióro (Nagroda Czytelniczek) za powieść „Jezioro cierni”, którą także mam zamiar przeczytać w niedługim czasie.

            Jak łatwo zauważyć nie będzie to koniec obcowania z książkami pani Magdy (a ma ich na koncie pięć). Jednak teraz czas przejść do tej ostatniej czyli „Białe róże dla Matyldy”. Książka należy do kategorii tych niebanalnych (i co by się o niej nie napisało wyjdzie banalnie, ale coś napisać trzeba (podobne zdanie ma Renata Kosin)).

            Książka rozpoczyna się 13 czerwca 2013 roku, na dzień przed pogrzebem rodziców, głównej bohaterki książki Beaty Gregorczuk, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Kolejnego dnia bohaterka dowiaduje się, że śmierć ich rodziców nie była przypadkowa. Jednak nie jest to jedyna tajemnica jaką ona poznaje. W wyniku prywatnego śledztwa oraz znalezionych pamiętników tytułowej Matyldy Beata poznaje kolejne fakty z życia jej najbliższych. Każda poznana prawda jest dla niej jak kubeł zimnej wody, jednak Beata trwa w swojej decyzji o poznaniu swojej przeszłości.

            Jaka jest ta przeszłość musicie przekonać się sami. Ja czytając tę książkę bardzo chciałem poznać jaka jest prawda i jakie będą jej konsekwencje. Czytając „Białe róże dla Matyldy” bardzo wciągnąłem się świat Beaty Gregorczuk.

            Przeczuwam, że książka w najbliższym czasie będzie zaliczana do grona bestsellerów i za jakiś czas będzie zdobywać nagrody, ponieważ na to zasługuję. Ja ze swej strony gorąco ją polecam. Nie powinniście być zawiedzeni, ja nie byłem.

Recenzja opublikowana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prozami.

Ocena: 10/10

Zapraszam także na:

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Ludzkość wg Ammaniti'ego


Autor: Niccolo Ammaniti
Tytuł: Ostatni Sylwester Ludzkości
Tytuł oryginału: Ultimo capodanno dell'umanità
Wydawca: Muza
Rok wydania: 2000
Tłumaczenie: Dorota Duszyńska
ISBN:  83-7200-745-4
Stron: 144
 
  To już moje drugie spotkanie z Niccolo Ammaniti'm. Po raz kolejny jestem pod ogromnym wrażeniem jego kunsztu literackiego. Tym razem jest to krótkie, bo ledwie 150-stronicowe opowiadanie, które rozgrywa się przez kilka godzin w Sylwestra 199... roku, we wtorek.
 
  Mamy ponownie całe grono różnorakich postaci, które na pierwszy rzut oka nie mają ze sobą nic wspólnego. Jednak jak to u tego autora nic nie jest takie na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Z biegiem akcji oraz godzin dowiadujemy się co łączy bohaterów tego opowiadania. Z coraz większą grozą poznajemy wzajemne relacje i do czego to może doprowadzić czyli to tytułowego końca ludzkości.
 
  Zanim jednak dojdzie czytamy mrożącą krew w żyłach, która niebywale wciąga. Trzeba jednak pamiętać, że książka przeznaczona jest dla czytelników pełnoletnich. Ja ze swej strony gorąco polecam, jeśli chcecie wiedzieć, jak zakończył się pewien wtorkowy Sylwester.
 
Ocena: 10/10
 
Zapraszam także na:

wtorek, 8 kwietnia 2014

Złodziejka serc


Autor: Markus Zusak
Tytuł: Złodziejka książek
Tytuł oryginału: The Book Thief
Wydawca: Nasza Księgarnia
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: Hanna Baltyn
ISBN: 978-83-101-2645-0
Stron:
496
 
  Od bardzo dawna chciałem przeczytać tę książka, ale do tej pory jakoś się nie udawało. Aż szczęśliwy traf sprawił, że po ekranizacji książki, trafiła ona w moje ręce i jestem z tego powodu bardzo zadowolony.
 
 O tej książce już naprawdę powiedziano dużo i dobrego i złego. Chociaż tych pierwszych opinii jest więcej, a ja się zaliczam właśnie do nich.
 
  Jestem pod ogromnym wrażeniem tej książki, której narratorem jest Śmierć (chociaż nie taka jaką my wszyscy ją sobie wyobrażamy). Główną bohaterką natomiast jest dziesięcioletnia Liesel Meminger, czyli tytułowa Złodziejka książek. Dziewczynka trafia do rodziny zastępczej, gdyż jej własna matka nie może się nią zaopiekować. W drodze do nowego domu zachodzi wiele zdarzeń, które będą miały wpływ na całe późniejsze życie Liesel. Nie powiem, jakie to wydarzenia, ale po tytule można się wiele domyśleć.
 
  W nowym domu Liesel jest na swój sposób kochana przez swoich nowych rodziców. W nowym domu i w nowym miejscu poznajemy stworzony przez Zusaka portret społeczny Niemców, w okresie II Wojny Światowej. Duża część z nich to zagorzali zwolennicy Hitlera. Są jednak tacy, którzy są po drugiej barykady i muszą żyć w otaczającej ich rzeczywistości, mimo że nie mają na nią żadnego wpływu. Zusak pokazuje ludzką twarz Niemców, których my Polacy często określamy jako tych złych, nazistów, agresorów itd. Jednak tak samo jak my są tylko ludźmi i nie na wszystko mieli wpływ.
 
  Trzeba ich także zrozumieć, że oni także kochali, cierpieli, żyli lub starali się żyć, tak jak tylko mogli. Książka "Złodziejka książek" ma w sobie sporo emocji, które potrafią doprowadzić do łez, nawet mężczyzn.
 
  Chciałbym gorąco ową pozycję polecić bo naprawdę warto z niej skorzystać i z pochodzącej z niej nauki, że każdy człowiek zasługuje na sprawiedliwą ocenę, a nie tylko na podstawie tego, gdzie się urodził i gdzie żyje na co dzień. Jeszcze raz polecam.
 
Ocena: 10/10
 
Zapraszam także na:

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Ponowne poszukiwanie drogi do domu


Autorzy: Przemysław Żuchowski
Tytuł: Droga do domu. Księga II
Tytuł oryginału: j/w
Wydawca: Ad-Rem
Rok wydania: 2013
Tłumaczenie: brak
ISBN: 9788364313196
  Stron: 296
 
  Na początku chciałbym podziękować Przemysławowi Żuchowskiemu za udostępnienie egzemplarza do recenzji oraz za bardzo osobistą dedykację.
 
  Ponownie dane mi było wejść do świata Walona oraz jego przyjaciół, wilków, a także wrogów. Kim są Ci ostatni za chwilę się dowiedzie. Tym czasem od zakończenia pierwszej księgi mija pół roku. Walon wraca do swojej nowej, odbudowanej chaty na Garbie. Jednak po raz kolejny w książce nie chodzi o taki dom (czyli cztery ściany i dach).

  W czasie nieobecności Walona we wiosce także wiele się zmieniło. Ludzie przestali polować oraz kłusować. Stali się dla siebie bardziej bliscy i trudniej wejść w ich środowisko komuś z zewnątrz. Sam Walon także się zmienił, akceptując zachodzące we wsi zmiany oraz rozrastająca się hutę szkła, która daje ludziom pracę oraz nieco wyższy poziom życia.

  Oprócz starych znajomych pojawiają się nowe postacie, które zaburzają spokojne życie mieszkańców wsi, a także powodując zagrożenia dla ich zdrowia, a nawet życia. Pod tym względem książka jest bardziej tajemnicza, zawiera wątki kryminalne. Nie mniej jednak nie brakuje w książki wątków magicznych, z których znana była Księga I Drogi do domu.

  Książkę czyta się jak zwykle szybko. Akcja wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury. Do tego dochodzą przepiękne opisy przyrody Gór Izerskich, Karkonoszy oraz wielu innych miejsc, których nie sposób wymienić. I jak zwykle w książce występują uwielbiane przeze mnie wilki: Prok i Arma, chociaż w mniejszym stopniu niż poprzednio, co mnie bardzo smuci.

  Oczywiście chciałbym Wam wszystkim polecić II Księgę Drogi do domu. Mimo swoich wad, ma sporo zalet i ostatecznie jest ona jeszcze lepsza niż część I. Więc raz jeszcze zdecydowanie polecam i zapraszam ponownie do świata Walona i jego przyjaciół.

Ocena: 10/10

Zapraszam także na:
 

wtorek, 25 marca 2014

Przygoda Waleriusza


Autor: Douglas Jackson
Tytuł: Waleriusz. Nieuestaszony trybun
Tytuł oryginału: The Hero Of Rome
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: Marta Jabłońska-Majchrzak
ISBN: 978-83-781-8404-1
Stron: 368
  Na początku chciałbym podziękować Wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Książka ta należy do nurtu powieści historycznych i rozgrywa się w pierwszym wieku naszej ery w Imperium Rzymskim, a dokładnie w bardzo odległej od Rzymu Brytanii.

  Właśnie tam poznajemy tytułowego Waleriusza (dokładnie jego imię to Gajusz Waleriusz Werrens), będącego w randze trybuna, tj. wyższego oficera rzymskiej armii. Autorowi powieści oddać należy że bardzo dobrze oddał hierarchię armii rzymskiej tamtych lat, jak także prawdę historyczną.

  Tłem historycznym jest bunt Brytów pod dowództwem królowej Budiki w roku 60 i 61, w którym bezpośredni udział bierze przestawiony bohater. Jednak zanim dojdzie do tychże wydarzeń bierze on udział w innych nie mniej ważnych wydarzeniach, czyli starciu z Sylurami. Waleriusz poznaje różne osoby z jednego obozu (Rzymian) jak i z drugiego (Brytów). Zawiera nowe przyjaźnie, a także zakochuje się. Miłość jest typowym mezaliansem, gdyż ukochana Waleriusza jest Brytką. Takie połączenie nie budzi nadziei dla zakochanych, gdyż tarcia na linii Rzymianie-Brytowie są coraz większe i coraz częstsze. Z drugiej strony wiadomo, że miłość umiera ostatnia.

  Książkę czyta się niezmiernie dobrze. Akcja bardzo wciąga, jednakże chwilami jest nieco przeciągnięta, by w pewnym momencie zacząć pędzić, jak rzymskie rydwany. Prawda historyczna z fikcją literacką jest bardzo dobrze połączona, co zawsze sprawdzam po każdej przeczytanej książce z tego gatunku. Za to należy się autorowi kolejny plus.

  Powieść Waleriusz. Nieustraszony Trybun mogę polecić z czystym sumieniem. Książka spełnia wszelkie warunki bycia dobrą książką historyczną, a jej dodatkowym atutem jest czas Imperium Rzymskiego, który należy do jednego z ulubionych okresów historycznych. Więc jeśli chcecie poznać przygody młodego Trybuna do zachęcam do lektury. Ja osobiście czekam na kolejne przygody Waleriusza, które mają ukazać się już na początku kwietnia.

Ocena: 8/10

Zapraszam także na:

poniedziałek, 17 lutego 2014

Sam przeciwko wszystkim


Autor: Tim Willocks
Tytuł: Dwanaścioro z Paryża
Tytuł oryginału: The Twelve Children of Paris
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: Maciej Szymański
ISBN: 978-83-7818-401-0
Stron: 816
 
  Na początku chciałbym podziękować Wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Ponownie mogłem wrócić do XVI wieku i spotkać Matiasa Tannhausera i jego bliskich, czyli Carlę oraz Orlandu.

  Od zakończenia poprzedniej części minęło 6 lat. Carla zostaje zaproszenie na królewskie wesele, na którym ma zagrać na swojej violi da gamba. Na dodatek jest w dziewiątym miesiącu ciąży. Wesele ma odbyć się w Paryżu. W tym samym czasie do Paryża przybywa znany nam już obrońca Malty. Jednak na jego drodze piętrzą się kolejne przeszkody w odnalezieniu żony a także pasierba Orlandu. Jak się okazuje żadna napotkana przeszkoda nie jest przypadkowa. Jednak nie ani czytelnik, ani bohater nie wie kto za nimi stoi.

  Tyle słowem wstępu. Książka bardzo wciąga. Naprawdę trudno się od niej oderwać. A smaczku dodaje fakt, że cała akcja zamknięta jest w przedziale trzydziestu kilku godzin (tj. od piątku popołudnia 23 sierpnia do pierwszej nad ranem dnia 25 sierpnia). Jeśli ktoś uważa, że w tak krótkim czasie niewiele może się zdarzyć to jest w wielkim błędzie. Dzieje się naprawdę dużo, jeszcze więcej niż w poprzedniej części powieści Tima Willocksa.

  Tym razem tłem historycznym jest Noc Św. Bartłomieja, czyli pamiętna rzeź hugenotów w Paryżu. Przez takie a nie inne tło w powieści trup się ściele gęsto i to nie tylko z ręki bohatera, chociaż ten także ostro pogrywa, co łatwo sobie wyobrazić, po tym jak poznaliśmy go w Religii.

 Na koniec chciałbym bardzo gorąco polecić wyżej wymienioną książkę. Jeśli uważacie, że znajdziecie w niej tylko brutalność i śmierć to jesteście w błędzie. Z kart powieści wyłania się miłość, miłosierdzie oraz braterstwo, co w taką noc jest szczególnie widoczne i warte docenienia. Po lekturze Dwanaścioro z Paryża pozostaje mi nic innego jak czekać, aż pan Willocks napiszę trzecią część przygód Matiasa Tannhausera zamykająca trylogię, z której dwie części są wspaniałe.

Ocena: 10/10

Zapraszam także na:

wtorek, 11 lutego 2014

Powrócić do XVI wieku


Autor: Tim Willocks
Tytuł: Religia
Tytuł oryginału: The Religion
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2014
Tłumaczenie: Maciej Szymański
ISBN: 978-83-781-8501-7
Stron: 
752
 Na początku chciałbym podziękować Wydawnictwu Rebis za udostępnienie egzemplarza do recenzji. Książka swoją premierę miała dokładnie tydzień temu (tj. 4 lutego 2014) i z miejsca stała się bestsellerem. Książka ta jest wznowieniem tegoż samego tytułu z 2006, które również ukazało się nakładem Wydawnictwa Rebis.

 Jak bardzo łatwo się domyśleć jest to powieść historyczna rozgrywająca się w drugiej połowie XVI wieku, w czasach Świętej Inkwizycji oraz rozkwitu różnych odłamów Kościoła w postaci reformacji, luteranizmu czy kalwinizmu. Jednak głównym tłem historycznym jest Wielkie Oblężenie Malty z 1565 roku. Sama akcja jednak rozpoczyna się 25 lat wcześniej, czyli w roku 1540, kiedy to poznajemy jednego z głównych bohaterów powieści Matiasa Tanhausera. Jest on 12-letnim synem kowala w małej wiosce, gdzieś we wschodnich ziemiach Franków. Poznajemy go w momencie, gdy sam wykuwa swój pierwszy w życiu sztylet, którym to musi ochraniać siebie i swoich bliskich przed atakiem na wioskę części tureckiego pułku. Niestety jego bliscy giną, a on sam trafia w ręce tureckie i losy jego pozostają nieznane, aż do wspomnianego 1565 roku.

 Wówczas to przybywa on na Maltę i przekazuje ważne informacje na temat planowanego ataku na wyspę. Informacje te trafiają do Wielkiego Mistrza Zakonu św. Jana, zwanych także szpitalnikami, joannitami, a przez nich samych RELIGIĄ. Przekazanie tych informacji spowoduje odwrócenie życia Matiasa o 180 stopni. Do tej pory był handlarzem, posiadającym swoją karczmę w mieście Mesyna na Sycylii. Później wskutek wszelakich intryg trafia on w samo centrum wydarzeń.

 Druga część jest historyczną relacją z Wielkiego Oblężenia, jednak nie tylko. Pojawiają się tutaj wątki miłosne pomiędzy Matiasem, a dwoma przyjaciółkami Carlą i Amparo. W walce rodzą się nowe przyjaźnie i rozpoczynają różne wątki, które można śledzić z zapartym tchem. Jednak nic więcej nie zdradzę. Jeśli chcecie poznać losy Matiasa, a także braci zakonnych i wielu innych bohaterów to zapraszam do lektury. Na pewno nie będziecie zawiedzeni jeśli tylko kochacie powieści historyczne.

 Książka bardzo wciąga i nie trudno oderwać się od lektury oraz przewracania kolejnych stron. Akcja raz jest szybsza raz wolniejsza. Jednak te przestoje w akcji nie przeszkadzają a wręcz przeciwnie pozwalają na chwile wytchnienia. Chciałbym bardzo polecić tę pozycje, a ja sam zabieram się za kolejną książkę, które opowiadają o przygodach Matiasa Tanhausera.

Ocena: 10/10

Zapraszam także na: